Strona Siedleckiej Grupy Literackiej Witraż

Tomasz Sysik

***
Wodospady krwi
Spływały
Po betonowych
Chodnikach
W gruzach dawnej
Świetności
Budynków
Spoczywały ciała
Poległych żołnierzy
Obok nich
Karabiny i łuski
Strzępy mundurów
Tworzyły
Zielony dywan
Po latach ludzie
Buldożerami
Zrównali teren
Pobudowali nowe miasto
A gruzy starego
Przykryli
Mgłą niepamięci

..?

Nóż utonął we krwi
Przesiąkł jej zapachem
Serce przebite
Stalowym ostrzem
Wydało ostatnie tchnienie
Oczy masz zamarłe
Leżysz na ziemi
W bezruchu
Śmierć tuli cię
W ramionach
Nareszcie to
Już koniec

Ostatni

Ostatni znak krzyża
Wyryty na piasku
Przez ślepców poniżany
Zanika jak sen
Szczęśliwy i spokojny

Starsi z daleka
Spoglądając z ukosa
Z grymasem na twarzy
Przechodzą w milczeniu
Młodzież i dzieci
Nie patrząc pod nogi
Niszczą święty znak
Nakreślony przez Boga

Ostatni znak krzyża
Prawie nieczytelny
Nadal niesie pociechę
W świecie oszustów i złodziei

***

W moim ogrodzie
Zakwitły kwiaty nienawiści
Każdego ranka los karze mi
Je podlewać rzewnymi łzami
I nawozić krwią

Wznoszą się ku niebu
Przysłaniając słońce
Bym więcej nie ujrzał
Blasku
Jego promieni

***

Siedzę na stacji
I czekam
Na ekspres
Do piekła
Jestem zły
Bo spóźnia się
Już dziesięć minut
Nerwowo przestępuję
Z nogi na nogę
I wypatruję świateł
Diabelskiego pociągu
Czy w końcu nadjedzie?
Zadaję sobie wciąż
To pytanie
Mam ochotę
Odjechać, zniknąć
Gdzieś na zawsze
Nie chce już
Nigdy cierpieć
Niech serce
Przestanie bić

Późno już

za pięć minut
północ
śmierć stoi
za drzwiami
nim jej otworzę
zrobić muszę
rachunek sumienia
zdać celująco
egzamin przed
Bogiem
to moje
największe marzenie

Stanąłem

Stanąłem
Na szczycie świata
Pragnąłem dotknąć
Chmur
Dużo nas
Jednak dzieliło
Wiele
Tysięcy mil
Wzniosłem się
Na palcach
Lecz to
Nic nie zmieni
Strzępy obłoków
W promieniach słońca
Śmiały się ze mnie
Z wysoka
Urażona duma
Pchała prosto
W przepaść
Nie mogła znieść już
Kpin
Szyderczego głosu

***

Śmierci najdroższa
Przez ludzkość
Niezwyciężona
Tak długo
Czekam
I tęsknię
Wypatrując
Ciebie

Przybądź…
Weź mnie
W ramiona
Przytul
Niech ciemność
Ogarnie myśli
A duszę uwolni
Od szaleństw

***

nędzna istoto
grzechem naznaczona
nie dręcz
ślepych kochanków
wiarołomnym uśmiechem

jadowita żmijo
nie kąsaj
łatwowierców

Bóg nie zapomni
stosu martwych serc
czyniąc cię
niechcianą
zabawką Lucyfera

Do k…

Która
bogatym
przebrzydłym kochankom
uroki swe
sprzedajesz
podbijasz cenę
fałszywym uśmiechem

Upadła madonno
obnażasz
boskie ciało
składając z siebie
ofiarę
na ołtarzu
cielesnych rozkoszy

Aniele bez skrzydeł
w białej szacie
naznaczonej
śladami męskich dłoni
odbierz zapłatę
zbroczoną
hańbą

Reklamy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: