Strona Siedleckiej Grupy Literackiej Witraż

Sylwia Wasikowska

prowokujesz

skoro tłumaczyć trzeba jednorazówki
tu teraz nie trzeba udawać że
zamknąć oczy być nie ja

słowa bez stereo bo nie potrzebują znaczeń
zasypiać mlecznie gorzko się budzić
za jackiem po modlić się „miłość po wódce”

zapętlić spętlić i nie odnaleźć
mądrości życiowe różnice poziomów
między blatem stołu a podłogą

każde dobranoc to obietnica
że będzie dobra
dotrzymywać słowa

twoje pięć minut moje pięć minut
czasem trzeba zepsuć by samemu nie być
na nic

dobrze zima pada
zasypie słowa przykryje niepotrzebne

gorzko

oddać robertowi skalpel. już się
nie przyda. skalpel. i robert też. znaleźć
nową zabawkę. pęka z trzaskiem palona skóra.
pieczony kurczak. dzisiejszy obiad

w czasie minionym. zatęsknić. przestać tęsknić.
poprawić włosy. uśmiechnąć się
do lustra za nim. to tylko mężczyzna.
i tak pomyśli że wszystko dla niego.

niech myśli. przetasować karty.
pozwolić wygrać. zatrzepotać rzęsami.
powiedzieć och jak późno.
a rano znów do pracy. zapalić

świeczkę o zapachu patchouli.
zrobić kawę. zapamiętać: łyżeczka cukru.
i imię mężczyzny który jest teraz.
odejść na palcach. zakończyć wierszem.

i do ciebie bliżej

po pierwsze nie spieszyć się. kiedy goni czas
zatrzymać się nagle. zadziwiony przystanie.
wybrać chwilę gdy przy tobie. na postoju taksówek znów

pusto. zimno. daleko w czasie, daleko w przestrzeni.
automat do darta nauczy precyzji. niezbędna
wszak w życiu twoim moim. podnoszę głowę,

uśmiecha się gwiazdami orion. trzy kroki w czasie
i ulubiona kasjopea. nawet gdy jesteś daleko dwie herbaty.
nauczę się jeszcze ciebie dotykać. myślą, mową

i tęsknotą. niech się spełni czerwony wermut
przy nadziei. a – po tobie – jeśli to sen tylko,
wolę zniknąć niż się obudzić.

nie szczypie w oczy

telefon został w pracy. nawet gdyby dzwonił
mnie przy nim nie ma. jeśli nie odbiorę
oznacza że nie istnieję? więc siedząc w autobusie
nie jestem? bo zabrakło rzeczy

i jutro znów usłyszę „nie było cię”. a przecież
byłam, jestem i jakiś czas będę. rozmawiam
z piotrem. i nagle wiem że za łatwo można
tylko udawać. z kutii wybieram już wyłącznie migdały,

mam wreszcie tyle lat, że nikt nie będzie miał
pretensji. a dzisiejszy obiad zapiszę
w kalendarzu pod datą nowy początek. choć
przecież wszystko co zaczyna, nowym.

przez chwilę
Mateuszowi

odciąć się od świata jak niepotrzebny nikomu kupon kontrolny
globowi pozwolić toczyć się kroczyć istnieć
ludzie w życiu
przypadkowe numery w totka
kolejne chybił kolejne nie trafił

krok po schodach
schody do nieba schody do nikąd

w czterech ścianach rodzi się miłość
rozświetlona jedynie blaskiem monitora
w świetle świec umiera

naiwne pragnienie

za-nie-mówienie

nie umiem walczyć
z tobą o ciebie przeciwko tobie
bez scenariusza
cudzym życiem

niewygodne dachy rysują niebo
smutny pająk bez celu i domu

droga która prowadzi
zatrzymuje a nie kończy

bezsilność boli najbardziej
kiedy smutek nie potrafi już płakać

***

noc. czarna kawa. gwiazdy niczym kryształki cukru.
droga mleczna. strużka mleka.
i różaniec blizn na nadgarstkach.

dłoń się sama zwija w pięść. niewygodna. niedobra. nieczuła.
bez modlitwy. modlitwa tej nocy nie dociera do właściwego boga.
w oczach nie ma już miejsca na łzy. nie odżywią, nie stworzą dziś świata.

może lepiej. morze słone nie wyżłobi ran nowych.
nie poszarpie, ran starych nie odnowi.

spokój. cisza głośniejsza niż krzyk.

jestem

pod moją dłonią umiera mrozowy witraż

bóg którego stworzyłam
też o mnie zapomniał

nieważne kim byłam dlaczego

świat liczy czy warto
kolejny rok życia nie lepszy nie gorszy
przeliczać na promile

każdy ma swoją cenę

tym czasem zawsze

wierzę w ciebie
wiecznie

rozplątując supły sznurowadła
na szyi
zagubiona dłoń za
krótkie paznokcie

wierzę

zdejmuję czerwone cegły
zamiast sukienki
trawa nade mną
zapłacze

wierzę

nawykła czekaniem
być w twoją stronę
jasny płomień
zapleciony we włosy
papieros komputer praca

wierzę

kubek mleka rozsypany
po drodze

jeszcze chwilę

wierzę w ciebie
wiecznie

* * *

czy kiedyś Ktoś rozliczy nas
z tego czego w życiu za mało
za dużo
z nierozdanych uścisków dłoni
nielicznych uśmiechów

czy kiedyś Ktoś wypomni
częste spojrzenia na zegarek
zbyt wiele zdjęć zachodów słońca
zbyt mało wschodów

czy Ktoś skaże na wieczne potępienie
za niewysłane listy
nienapisane wiersze
nienamalowane obrazy

czy surowo osądzi
za zbyt szybką dorosłość
zaplanowanie życia sobie
naszym dzieciom

czy Bóg ukarze mnie kiedyś
za wiarę
że brzydkie kaczątko
stanie się łabędziem?

Są takie noce bezksiężycowe…

Samotne kobiety niekiedy nocą
na twarze wkładają maski
zakładają krótkie sukienki
i buty na wysokich obcasach

Włosy upinają w koki
nie zapominając o kropli perfum

Gaszą gwiazdy jednym niecierpliwym ruchem dłoni
dając znak księżycowi

On schodzi do nich
dla nich

Samotne kobiety na spotkania z księżycem
nie zabierają Anioła Stróża

* * *

dawno przestała odmierzać czas
pocałunkami
różami w wazonie

siedzi przed lustrem
ogląda swoje odbicie
które nie jest nią

szuka siebie
tej sprzed pół wieku
(tak trudno uwierzyć
w bezlitosność czasu)

próbuje kolejny raz
zetrzeć zmarszczki z lustra

bezskutecznie…


* * *

za niezapowiedziane wizyty nie w porę
trud wspinaczki i liczne upadki
za brak łez gdy niezbędne
smutek róż umierających w wazonie
ściany bielą krzyczące z bólu
za krzyż zbudowany naprędce
niedostosowany do ciężaru przewinień

i wieczną miłość

dziękuję

Boże

* * *

Mój anioł
nie chodzi ze mną na randki
nie kupuje kwiatów
nie całuje po wspólnej nocy
nie mówi nigdy i zawsze

dyskretnie wychodzi z pokoju
gdy przychodzisz

Reklamy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: