Strona Siedleckiej Grupy Literackiej Witraż

Magdalena Kindziuk

Megi

Przyjaciele

Czuję smak herbaty z jaśminu
Zapach pomarańczy
Unoszący się ze świec
Wędrujących po wodzie

Pani o niebieskiej twarzy przysłuchuje się
Naszym rozmowom o życiu
Obraz na ścianie przedstawia
Słoneczniki
Albo pana z wąsami
W zależności od kąta padania wyobraźni

Światło czerwonej żarówki
Usypia mnie nad ranem

3 listopad 2005r.

Jagody

Zrywasz jagody
Granatowe niczym noc
Na otwartej dłoni
Podajesz mi pyszny owoc
Soczystej przyjemności

Mówisz
Nie bój się
Już więcej łez nie uronisz

Ty i Ja – Gody

22 maj 2005

***
Rozkrusza najtwardsze skały

Rozbija najmocniejsze mury

Dostrzega promienie słońca zza deszczowych chmur

Przynosi bukiety kwiatów

Potrafi wlać z powrotem rozlane mleko do szklanki

Nie zamrozi jej siarczysty mróz

Przemienia czarne barwy w kolory tęczy

Miłość

Styczeń 2003r.

***

Białe maleńkie piórka
Wirują pod niebem
Niczym chaos
Złotych liści
Które tańczyły
Owładnięte przez silny powiew
By w końcu upaść na zimną ziemię

To Anioły
Gubią skrzydła
By przykryć śnieżnym dywanem
Czerwone rumieńce jarzębiny

Styczeń 2005r.

Tulipanie…

Patrzysz tylko na nią
Na mnie nie spojrzysz
Ona pod liśćmi
Ukrywa kolce

Jestem subtelną Konwalią
Czystą jak poranna rosa
Twoje żółte jak słońce płatki
Ochroniłyby mnie przed wiatrem
Ogrzały me zmarznięte pąki

Ty wybrałeś drapieżną Różę
Czerwoną jak krew
Ona wyssie Ci wodę
Uschniesz
Zaślepiony jej cieniem

Mi pozostanie
Samotność

22.03.2000 r.

***

Przychodzisz do mnie o świcie
W blasku wschodzącego słońca
Pragniesz obejrzeć wszystek ogród
Nacieszyć się widokiem
Najpiękniejszym z najpiękniejszych
Poczuć dotyk delikatnych płatków

Masz racje
Nie ma nic cudowniejszego
Niż zachwyt
Nad pięknem natury

Ja …

Chcę zachować świeżość
Porannej rosy
Spije ją tylko ten
Który obieca
Że będzie dbał o moje kwiaty

Nie pozwolę ich podeptać
Są zbyt cenne
Byś tak po prostu je zerwał
I odszedł

listopad 2004

***

W nocy targają mną demony
Chce uciec od ciemności
Ale pogrążam się w niej
Gubię się
W labiryncie spraw
Otchłani zła

Czy znajdę wyjście
Czy wzejdzie jeszcze słońce
Nad horyzontem mego życia

Wiele godzin
Dzieli mnie od poranka
Czy jestem na tyle silna
By je wytrzymać

Przyjaciele jak gwiazdy
Chociaż trochę rozświetlają mrok
Nieudolnie próbuję się uśmiechnąć
By nie widzieli jak cierpię

Powoli z ich pomocą
Zapalam kolejne świece
Odzyskuje wiarę
W Boga
W ludzi
W sens istnienia
W siebie

Wtedy zza wysokich gór rozpaczy
Zaczynają wydobywać się promyki

Najpierw
Białe
Prawie nie wyczuwalne
Ledwie prześwitujące przez gęste chmury

Potem
Czerwono pomarańczowe
Wnikające coraz intensywniej
Do okna mego serca

Nareszcie
Żółte
Ogrzewające mnie do głębi
Oświetlające całe niebo

Już nie błądzę w mrocznym labiryncie
Światło wskazuje mi drogę
Korytarze staja się łatwiejsze do pokonania
Dzięki Jasności przezroczystej
Idę dalej pewnym krokiem

27.10.2004

***

Zbyt wiele kasztanów upadło
Pod ciężarem rozpaczy
Rozbiło się
O nieczuły asfalt

Zgniła żółć wspomnień
Nie może dłużej zatruwać myśli

Królowa Bieli otula puchem
Szarość jesiennych dni
By uchronić przed melancholią

Stróżowie melancholii
Przemieniają lęk przed burzą
I gniewnymi chmurami
W spokój zimowego poranka

Śnieg błyszczy w słońcu
Drzewa jaśnieją
Od blasku promieni

Styczeń 2005

***

Dziękuję za kubek gorącej herbaty
i za kubeł zimnej wody

łzy szczęścia
i kałużę rozpaczy

tęczę
i burzę z piorunami

przyjaźń gwiazd
i obojętność planet

letni ciepły poranek
i mroźny zimowy wieczór

delikatność płatków róż
i ostre kolce

szybowanie pod niebem
i upadki w błoto

śmiech dziecka
i smutek staruszki

drogi proste
i labirynty bez wyjścia

dlaczego dziwi was
ze jestem szczęśliwa

23.04.2004r.

Uwięziona

Dlaczego zawiązałeś mi
Te nierozerwalne sznury
Zniewoliłeś jak więźnia
Choć nie jestem winna
Poobcierane od sznurów ręce
To nic w porównaniu do
Mego rozdartego serca

Dlaczego właśnie ty
Jesteś moja wyrocznią
Dlaczego od twojego uśmiechu
Zależy każdy mój dzień
Dlaczego dałam się złapać twe sidła

W pojmaniu mnie
Pomogli ci
Johan Wolfgang G.
I jego kumpel Georg B.
W spisku maczali tez palce
Adam. M i Juliusz S.

Zamknąłeś mnie tak mocno
Ze na nic się zdadzą
Wszystkie moje bunty
Nie mogę tak po prostu
Wyskoczyć przez okno

Tylko ty możesz
Przekręcić klucz
Zdjąć delikatnie
Te wszystkie pęta
Wypuścić mnie z celi

I pokazać blask księżyca
Nie przesłonięty kratami
Oraz gwiazdy
Które będą świecić
Tylko dla nas

grudzień 2002 r.

Wiersze Magdaleny Kindziuk można odnaleźć także tutaj

Reklamy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: