Strona Siedleckiej Grupy Literackiej Witraż

Krzysztof Wasikowski

Veritas

Na polu chwały,
Wśród Tronów poległych
Stąpa wsparty o sztandar.

Złote nici opadają
Na płaszcz Prawdy,
Purpurą tkany, rozdarty.
Lśnią w raźnym słońcu
Kręgi splecione, ujawnione
Podstępnym cięciem.

Spod rękawicy srebrem nabitej,
Na lewym przegubie
Wiatrem targany firmamentu skrawek
Przypomina
O odległej Marii czekającej ufnie.

Wrze krew w żyłach,
Kolejny krzyk konającego
Zabija pozór spokoju.

Lecz wciąż łopoce sztandar,
Wciąż kroczy naprzód
Rozważnie rozdając ciosy
Klingą światłem się mieniącą
Niczym księżyc w pełni.

Wróg się cofa.
Zwycięstwo, lecz jednak smutek w sercu.
Zginęli przyjaciele.

Nic nie zwróci,
Nie odkupi,
Życia utraconego.

Ventus

wieczny
zawsze inny
przemierzam ziemskie przestrzenie
igram z obłokami
mierzwię korony drzew
buszuję między dojrzałymi zbożami

oko gwiazdy zarannej
ogarnęło me jestestwo

inny
przemierzałem pustkowia bieli
tchnieniem
drążyłem lodowe iglice
dając schronienie
zapomnianym bogom północy

teraz flirtuję z poranną mgłą
prosząc ją by raz jeszcze dla mnie
zatańczyła

***

świtobluszcz na krzyżu
na grobie
bez kwiatów
bez słów
bez twarzy

znalazłem krzyż w lesie
bezimienny
zapomniany

a jednak ronię łzę
choć cię nie znam

i nie wiedzieć czemu
składam pamięci
kwiat bzu ostatni

***

czekam
ja – człowiek
taki jak inni
nieistotny
szary

czekam
na co?

miałem nadzieję
że ty mi to powiesz
człowieku
o tęczowych słowach

***

i powiedzieli – nie rozumiemy słów
zadanych zagadkami
mgłą dawnych dziejów
myślami aniołów

i powiedzieli – chcemy zrozumieć
zagadki
dawne dzieje
myśli aniołów

i powiedzieli – wtedy słowa staną się jasne

więc słowa stare niezmienione
więc słowa nowe bez zagadek

i powiedzieli – oto są słowa szaleńca

a szarość ich
pozostała niezmieniona

i ty przyjacielu dziwisz się
że jezus musiał umrzeć na krzyżu?

i tak
nie zrozumieli
tylko zaczęli czcić
powtarzając…

22.01.2006 r., Lublin

***

pod złamanym krzyżem pragnień
wystawionym na widok publiczny
szarej rzeczywistości
usiadłaś nurzając stopy
w czarnej rzece łez powszechnych

lecz
już widzę cień nadciągający
pragnący razić tęsknoty
gromami

nie wyciągnę rąk
by uchronić twe oczy
spływające kolorami

pod złamanym krzyżem tęsknot
wystawionym na poklask
usiadłaś
ukrywając twarz
w strugach marzeń zdradzonych

***

płowy kosmyk wiedźmowych traw
wabi dotykiem sierpowych kłosów
ku szmaragdowym toniom zwierciadeł

w nich tchnienie wiatru
składa się w tęskny szelest opuszków
gładkich nakrapianych bielą gałęzi

ciepło prosto z wnętrza
koszmarną marą na ustach nabrzmiewa
by zniknąć w ciszy
nastałej po słowie

oczy gasnących słońc
oświetlają przytulone do siebie
kłamstwo i grzech

brzozy

***

dotknąć wiatru
poczuć jego siłę
objąwszy go
unieść się ponad ból

spójrz
niebo zaczyna krwawić
rozszalałe fale obłoków
pędzą na oślep

odchodzisz?
no tak
już wieczór
musisz zdążyć
na kolejną jutrzenkę

odeszłaś

siądę pod brzozą
zgarbioną i chorą

zatopię dłonie
w wysokich trawach
rozpaczliwie starających się wyrwać
spod granitowych płyt

poczekam na księżyc

przy jego świetle
odnajdę
okrytą płótnem nocy
ciemną stronę

ciebie

deszcz w szufladzie

z ołowianych domów
błękity szemrzące
wypadły na ulice

niezauważalnie nas mijają
klniemy nie zwalniając kroku

otwarte okno
płomienie świec
wylewają światło
w pustkę

kartki niesione podmuchem
ciepłego powietrza
plamią się błękitami

wzdycham
znów zapomniałem zabrać
gorszą część siebie
na spacer

zbiorę kartki
zamknę w szufladzie
gdzie ich miejsce

poczekaj
puść moją rękę
daj mi jeszcze chwilę

pomoknąć

czwarta pieczęć

1
nim zadrżą fundamenty
waszego istnienia
nim wąż
wzniesie twierdzę
z czarnego ognia

upadnie
nieskalana gniewem
moc

nim zabrzmią trąby
i grom się przetoczy
nim uniosę dłoń

ponad ziemię
wzniesie pieśń
okrutny płomień
i myśli stal

2
żelazny lew
uniesie wolno głowę
na dłoni silnej
niczym miecz katowski

podłużne źrenice
zapłoną zimnym blaskiem
mrok sprowadzając wokół

otworzy oczy
niewiasta przeklęta
wzrok padnie
niczym ziarnko goryczy
jak nasienie strachu
igły mrozu
przeszyją ciało
aż do kości
myśli odmówią posłuchu

3
przestrzegałeś nas
janie
lecz nie ufaliśmy

4
i uniesie wzrok
i włoży dłoń
na głowę pomazańca

opadnie miecz
kat
z wilka i krwi

ostatni znak i pieczęć

5
strach i wizja
senny mąci spokój
na powieki
pod powieki
niczym kruk ogromny
rzuca cień

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: