Strona Siedleckiej Grupy Literackiej Witraż

Hanna Olszewska

MOJA GÓRA TABOR

I.
nie potrafię z niej zejść
choć wiem że to nieuniknione
może zejść nie chcę
bo tutaj – na jej szczycie
chłodny zefir głaszcze moje myśli
a słońce świeci tak jasno
że nawet co mroczne
rozświetla swym blaskiem
(a myślałam że ciemność zawsze zwycięża…)

trwanie na szczycie
skoro ON odszedł
nie ma sensu

II.
ON odszedł
a ja
nie dostrzegam już jaśniejącej od niego poświaty
którą przesłoniły
moje wzburzone czarne myśli

mroczność którą jestem
wymieszała się z Jego blaskiem
dobrze
przynajmniej nie wyróżniam się w tłumie
źle
bo brakuje mi cudu
Mojej Góry Tabor

III.
wrócę na szczyt
jeszcze raz pochwycę nadzieję

nie możemy
Ona
i ja
trwać bez siebie…

***

jutro będę z Tobą

dla Ciebie
napiszę wiersz
zatańczę na mokrej od rosy trawie

bez strachu że odejdziesz
powiem prawdę

wypiję z Tobą gorzką herbatę

jutro…

dziś boli mnie głowa

***

przekonujesz
że nie zawiniłam

a ja
w myślach znów odtwarzam
każdy uśmiech
dotyk ust
dłoni
nie rozumiejąc
nie zadając pytań

dla Ciebie zbyt trudnych

bo…

nie tłumaczysz
dlaczego wszystko między nami
skończyło się..?

***

dziś
w moim śnie
czytałeś mój wiersz

moje wyznanie wiary
w naszą miłość

Twój podpis pod nim

Twoje wyznanie..?

***

odkąd ciebie nie ma
nie spaceruję
uliczkami naszych marzeń

przez jedno dziś zbędne słowo
którego wtedy zabrakło

z naszych pragnień
nawet cegła na cegle nie pozostała

a zamierzaliśmy zbudować dom

***

ona:
” proszę
daj mi Boże
dzień jeden
i noc jedną
bym smak jego ust mogła przypomnieć
i złe myśli uleczyć w jego ramionach”

on:
„przecież nie odebrał nam nikt
prawa do pocałunków
splotów rąk w świetle dnia
smaku wieczności pomiędzy dwoma uderzeniami zegara
spojrzeń – nie tych ukradkowych – lecz niecierpliwych”

później..?
będzie jak dawniej
każde po swojej stronie łóżka
w ciemności bezsilnie zaciskając pięści
z Bogiem układając się o jeszcze jeden moment
bycia razem
i o chwilę rozkoszy – jak ta sprzed chwili

***

że nie pozwoliłeś
bym siebie na drobne rozmieniła
i darowała
niczym zbyteczny okruch
przechodniowi proszącemu jedynie o uśmiech

że z uratowanej cząstki
na nowo buduję życie

że wiem już
jestem wszystkim co mam

dziękuję Ci

***

więc ten uśmiech
przypadkiem mi podarowany
którego intencji musiałam się domyślać

więc ten pierścionek
jak policzek
wymierzony w moje następne marzenia

i d o b r o ć ludzi
zawsze wiedzących
co
gdzie
jak poprawniej

więc to wszystko
choć związane z mymi uczynkami
znaczenia nie ma
teraz
tu
przed tobą..?

***

w imię miłości
sięgnęłam po gwiazdę z nieba
chciałam udowodnić tobie
że dzięki niej
można dokonać niemożliwego

sięgnęłam po gwiazdę
i…
sparzyłam palce
o słowa gorące
bardzo niecierpliwe

teraz czekam na twój gest

sięgniesz – k o c h a n y – po gwiazdę
sparzysz palce

dla mnie..?

***

w moim niebie
nikomu nie jestem potrzebna

nawet anioły
choć jest ich tak wiele
nie zwracają na mnie uwagi

bywa
któryś przysiądzie tuż obok
skrzydła otrzepie z kurzu
i…

znów
w moim niebie
zostaję sama…

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: