Strona Siedleckiej Grupy Literackiej Witraż

Elżbieta Kulczak

Ciocia Krysia

nie spostrzegła czasu
dziś nadal uśmiechem wita poranki
udając zabawę w dorosłość
kiedy odmawia różaniec czosnkowy
gotując gołębie nadziei
i tylko czasami
lubi usiąść w bujanym fotelu
przeczytać wiersze Wojtyły
i pomarzyć o historii
z „tysiąca i jednej nocy”…

***

siedzi
poniżony przez swoich
zepchnięty przez nich do rangi
kloszarda
ze wzrokiem cierpkiej wódki
schowany za konarami
włosów rosnącymi jak im pasuje
z suchą bułką pod pachą
siedzi bohater
ptasich istnień
rozdający złote okruchy
trzęsącą się ręką
wywyższony pod niebem
przez ich smutne śpiewy

***

halo..?

to ja..!
stoję obok
dzieci nakarmione
obiad dla ciebie na lodówce

nie mów że
przerywa…

pranie też…
zakupy zrobiłam
bateria?

rozumiem…

jeszcze jedno…

umieram

***

odrzuć pożądanie
wszystkich oczu
i
uśmiechnij się
na miłość boską
Madonno!

bo
della donno

święta
każda

***

nie patrzyłam ci
nigdy w oczy
z obawy ujrzenia
w nich prawdy

wymarzyłam sobie
boga

zabiły cię
nieprzemyślane słowa
wymuszone z ust

niewypowiedziane myśli
ukryte w sercu
wymarzonego

***

przykryj mnie swoim ciałem
drżącym z lekkości
na palcach rąk zrób
różany szalik z pocałunków

zima tego roku
wyjątkowo sroga
kochany

rozpal moje oczy
gorączkowym uwielbieniem

szeptaj piersiom owiniętym
oddechami pożądania

wlej we mnie gorąc siebie

bym poczuła po
ostatnią kroplę potu

że jestem stworzona

wyłącznie dla ciebie

***

spisała swój testament
dla nich Obojga

jej w pamięci zapisała
żal za wspomnieniami
wieczorów nad wodą
poranków w czystej koszuli z rosy

jemu tęsknotę
za obrazem jej postaci
zapachem skóry
szeptem słów wypowiedzianych
tylko dla niego

umarła

pierwsza miłość


***

niechaj na ustach
usiądzie cisza
niczym sarna
bezpieczną ścigana

niechaj oczy
radością zakwitną
z kwiatów polnych
ułożymy wianek

niechaj dusza
zapragnie tańczyć
z wiatrem hołubce
wywijać

***

aniołowie kochania odeszli
budząc świt
na wybrzeżu
czuć było jeszcze
słony oddech morza
kadzidlane wyziewy mistycznych upojeń
niedopalone papierosy
niedbale wciskane w złotą kaszę
niczym korowód świec
na mosiężnych lichtarzach

na piasku
została już tylko mogiła
z usypanych relikwii ciał

i tylko błękitny kochanek
w otoczeniu swoich gejsz
bezwstydnych

podglądają dwa wygasły wulkany

aniołowie kochania odeszli
budząc świt

***

nuty życia
zapisane
na boskiej pięciolinii…
tony walki
bólu
radości
łez
i pauza
drażniąca cisza
w oczekiwaniu
na wieczność…

***

przyjdź do mnie
nim zmierzch ziewnie
otulony po szyję we mgły różowe

przyjdź do mnie
nim czekanie upije
mnie rozmarzona tęsknotą

przyjdź do mnie
nim zdmuchnę ostatni
skrawek ubrania wstydu

przyjdź
i utul mojego anioła stróża

potem

już tylko my

* * *

I po mnie przyjdzie kobziarz
I zagra mi pieśń śmierci
A ja za nim pójdę razem
z tysiącami
Niosąc w darze siebie

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: