Strona Siedleckiej Grupy Literackiej Witraż

Adam Końca

dr Adam K.

***

Przytul gwiazdy
Tysiącem
Srebrnych łez
Na wilgotnych rzęsach
Uczyń niemożliwe
W „niech się spełni”

Dotknij
Jego ust

Są prawdziwe
Tylko
Migoczą
W serdecznej pełni

Weź serce
Całe

Jest przecież dla ciebie

Bierz wszystko
Bez końca
Pchnij nóż
Po błękitu niebie

Nie będzie zórz

Nie będzie
Słońca…

***Sen
Obok księżyca

 

Wymyślone słowa

Czas uciekać

A kiedy nas opuszczą
Nieczułe wschody
Zniknąć
Na zawsze…

Usta
Pełne płomieni
Usta
Spalone na popiół
Tkwią
Niepotrzebne
Milczą
Zwichnięte
Po szczeblach ziemi
Życia spragnione
W skrzydłach
Obdartych
Milion razy

Przeklęte…

***

To smutek
Bukiet zwiędłych marzeń
Który
W płatkach
Ma gorycz
I …
Truciznę
Litanię
Zapomnianych próśb
Przypadkowych zdarzeń
Ślepy los
Zgniliznę sumień

Blady
Chcę znaleźć bramy
Otwarte
I wczorajsze słowa serca
Które biją
I kamienne usta

Reszty nie znamy

Milczące nieba

Przeklęte
Bo żyją…

***
Mów o mnie tak
Jakbym był
Niepotrzebny

Kołysz nieszczęście
Półmartwej osoby

W szaleństwie zbóż
Trupi płomień
Podniebny

Nieśmiertelną godzinę
Struny przystrojonej doby
A potem
Śmierć
Która w ręku ma znamię
Strumień słów o słońca wschodzie

W żar kryształowy
Popłynie krew
Popłyną łzy

W niewidzialnym chłodzie
Sto podniebnych plam

Źle mi
I ciemno

Głuche jaskinie
Powstały przede mną

Powiedz
Jak się nazywasz

Sumienie..?

W koronie skał
Krwawiące zbawienie

***

Krew obłoków oderwanych od nieba
wysycha pośród przezroczystych sloganów
słów co pachną samotnym domem…
wczorajszych dni pozbawionych życia
skrzypiących drzwi ulepionych z nadziei.

To rozpalone palce
nienaruszone tkanki czasu –
zawracają pragnienia dzieciństwa
wycierają łzy z wykrzywionych twarzy
przenikają motywy zaplanowanych rozstań…

Gęsty sen szuka znużenia
recepta jest w przegubie lewej dłoni
utopiona w pożyczonych kostiumach
obdarta z bezużytecznych pragnień
… szukając celu przekracza skórę
osacza głowę lepkim chłodem
zawiesza cierniową koronę bólu
szuka w sobie odrobiny litości…


***

Konasz w głuchej przerwie udręczenia
Biczowany chmarą trupich wodospadów
Skrytymi tajemnicami
Nieskończoności ostatnich nocy

Przebity włócznią
Krwawisz z boku
To boli…

Zwęglona belka
Toporne drzewo śmierci
Oplata twoje nogi

Drżysz…

Oddychasz głęboko…

Z cierniową koroną co przecina skórę
Wyglądasz jak schnący poranek
Święte bibułki szeleszczące na wietrze
Wczepiają się pazurami w twoje włosy

Jesteś.?!
Jak dymiący kikut bez twarzy

Grzęźniesz…
W odwiecznym zrozumieniu
Wbrew bezbożnym płomieniom
Ognistym gwiazdom co syczą nad krzyżem

„Boże, czemuś..?”

Na sznurze nieskończoności
Zaznaczasz westchnienia i nadzieje
Bezlitośnie przypominasz
Każdy deszcz i śnieg

To koniec…
Rozdarta cisza
Przecina niespokojne niebo
Otwiera spiżowe bramy
Na gruzach pochylonych domów
Budzi martwe mięśnie i słowa
Rozdarte pancerze ludzi…

Świat bez powrotu…


***Przychodzisz

 

Przynosisz
Nagie słowa
Horyzonty marzeń

Dłonie
Twoje
Słuchają mojego
Ciała
A świat
Dotyka obłoków
Przez deszcz
Mgiełki słonej rosy
Biel pachnącej bielizny
Prowadzisz mnie
O świcie
Aż do nieba

Wymarzę krwawiącą purpurę
Łzy
Od twarzy odpędzę
Nakarmię sny
Ziarenkami
Piasku…

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: